Plastik w czasach postprawdy

Podziel się:
Facebooktwitterlinkedinmail

Przestrzeń publiczną trwającej od kilku lat debaty dotyczącej tworzyw sztucznych w GOZ wypełnia ogrom prawd pozornych. Budzą one plastikofobię – pisze Krzysztof Żarnotal, pełnomocnik zarządu Synthos SA ds. GOZ. Poniżej cały artykuł autora.

W debacie dotyczącej tworzyw sztucznych chętnie eksponuje się cele idealistyczne – powodowane troską o przyszłość naszej planety. Jednak w praktyce potencjał postprawdy wykorzystywany jest przez różnych uczestników debaty do osiągania – na ogół kamuflowanych – celów politycznych, rynkowych i marketingowych.

Ralph Keyes w swej profetycznej książce Era postprawdy. Nieszczerość i oszustwa w codziennym życiu wskazał na to, że rozwój środków masowego przekazu, a zwłaszcza Internetu, wzmocnił wrodzoną skłonność ludzi do oszukiwania w komunikacyjnych interakcjach. Zdaniem Keyesa ludzie kłamią teraz częściej i są bardziej podatni na kłamstwa innych.

Językoznawcy definiują postprawdę jako zjawisko, w którym obiektywne fakty w mniejszym stopniu wpływają na opinię publiczną, niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań. Postprawda opiera się na niepopartych wiarygodnymi źródłami mniemaniach. Miarą jej „rzetelności” jest spektakularność treści plasowanych w obiegu publicznym, obliczonych często na wywołanie uczucia lęku. Racjonalna argumentacja przegrywa z atrakcyjnie podaną iluzją lub przeinaczeniem. Charakterystycznym dla takiej postawy jest zamknięcie się na obiektywne argumenty innych i niezachwiane wewnętrzne przekonanie o własnej racji. Wyniki badań naukowych zostają unieważnione przez efektowne infografiki, łapiące za serce zdjęcia, treści spekulatywne, semi-naukowe lub zgoła nienaukowe.

Populizm i demagogia zainfekowały dyskurs nad GOZ. Plemionom ekologów udało się narzucić publicznej debacie o GOZ retorykę dyskryminującą tworzywa sztuczne i zmierzającą do ich swoistego wykluczenia z życia codziennego. Jeśli NGO-sy mówi o plastiku, to zawsze w złożeniu z wartościującymi określnikami w rodzaju: monstrum, plaga, epidemia, przekleństwo. Przestaje to budzić obiekcje regulatorów rynku. Język wykluczenia o mocnym emocjonalnym ładunku powoduje zmiany w postrzeganiu plastiku także u codziennych użytkowników tworzyw sztucznych.

Zaślepienie plastikofobiczne, budzenie uprzedzeń i obaw, rozsiewanie negatywnych stereotypów, które mają zwiększyć dystans społeczny wobec tworzyw sztucznych, oparte są na zasadach psychologii agresji stosowanych przez propagandę przy konfliktach zbrojnych. Tylko, że tym razem biologicznym zagrożeniem ma być plastik, który niewidzianie truje, podstępnie zabija i widzialnie zaśmieca. Tworzenie takich łańcuchów skojarzeniowych jest obliczone na redukowanie potencjału pomocowego ze strony regulatorów rynku i użytkowników.

Szereg badań wykazało, że zastąpienie plastiku alternatywnymi materiałami będzie miało poważny negatywny wpływ na gospodarkę, klimat i środowisko. Tylko w sektorze opakowaniowym taka zamiana zwiększy całkowitą masę opakowania średnio o ponad jedną trzecią, a zapotrzebowanie na energię w cyklu życia wzrośnie ponad dwukrotnie o 1240 milion GJ rocznie, co stanowi ekwiwalent 20 milionów ogrzewanych domów.

Na poziomie teoretycznym GOZ jest synkretyczną koncepcją ekonomiczno – środowiskową, którą zmierza do zmiany paradygmatu rozwojowego. Idea ta nie ma waloru kompletności. Jest wciąż dyskutowana i bardzo różnie definiowana. Cechują ją ruchome treści dostosowywane do zmieniających się kontekstów. Wciąż pozostaje niepewne, czy filozofia ta zdolna będzie udźwignąć test wielopoziomowego wdrożenia. Filozofia to raczej sztuka stawiania pytań, niźli dawania odpowiedzi.

Podczas gdy naukowcy wciąż spierają się o to, czym filozofia GOZ jest, a czym nie jest, legislatorzy galopują z kolejnymi rozwiązaniami prawnymi, które regulują to co pozostaje mgławicą. To co niejasne tłumaczy się przez niejasne. To groźna sytuacja. Wszak definiowanie zjawiska naukowego komunizmu zajęło teoretykom półtora wieku, podczas gdy praktycy nie zasypiali gruszek w popiele.

Historia ludzkości obfituje w stawianie fałszywych tez i diagnoz oraz w aplikowanie wątpliwych kuracji. Rtęcią leczono kiedyś choroby weneryczne, palenie tytoniu zalecano przy chorobach płuc, okłady z koców uranowych aplikowano artretykom, arszenik miał być dobry na cukrzycę, a morfinistów stawiano na nogi heroiną. Pomylił się nawet Einstein wprowadzając stałą kosmologiczną.

Bezsporne są ograniczenia planetarne Ziemi i jej zaśmiecenie. Jaki będzie efekt wdrażania GOZ nie wie nikt. Charakterystyczne jest, że naukowcy – inaczej niż legislatorzy i ekolodzy – wśród zagrożeń planetarnych nie przydają plastikowi pierwszeństwa. Dlatego posługiwanie się plastikofobią w debacie dotyczącej GOZ stanowi większe zagrożenie niż sam plastik.

Krzysztof Żarnotal,
artykuł udostępniony za pośrednictwem PZPTS.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *